Browse By

Dlaczego blog zamilkł? Legendy i mity…

    Tak wiem, stało się. Blog zamilkł. Czy nagle straciliśmy chęć dzielenia się z Wami naszymi wyprawami, planami na przyszłość i marzeniami? Otóż nie, po powrocie staraliśmy się na bieżąco coś dodawać, pisać posty edytować filmy, lecz ciężko nam było to połączyć z życiem codziennym, pracą, treningami, rodziną. Trzeba uczciwie przyznać, że nie wiedzieliśmy jak wiele wysiłku niesie ze sobą prowadzenie bloga oraz raczkującego kanału na YouTube.

    Każdy z Nas miał swoje mniejsze i większe powody tego rozstania z „naszym domem” na zaprzygoda.pl. Mateusz nie mógł połączyć wysiłków w pracy z nadgodzinami (często pracując nawet po 10/12 godzin w sobotę i niedzielę) oraz życiem rodzinnym i prywatnym. Do tego doszły prywatne problemy które niestety zdarzają się każdemu. Wszystko jednak wraca u Niego do normy, ba zrealizował nawet jedno ze swoich podróżniczych marzeń i nie omieszka podzielić się z Wami swoimi przygodami na Bliskim Wschodzie.

    A co u mnie?
Otóż w Lipcu zacząłem przygotowania do mojego debiutanckiego występu w Mistrzostwach Polski w Trójboju Klasycznym RAW. Czym jest ten trójbój? Otóż składa się on jak sama nazwa wskazuje z trzech konkrecji, a są nimi: przysiad ze sztangą, wyciskanie na ławeczce oraz martwy ciąg. Nie miałem dużo czasu na przygotowanie się, ponieważ zawody odbywały się już w pierwszy weekend Października.  Wszystko szło po naszej myśli, z tygodnia na tydzień było widać progres. Po miesiącach pełnych treningu nadszedł czas na wyjazd. Pierwsze dni bacznie się przyglądałem oraz kibicowałem innym zawodnikom z naszego klubu, którzy po raz kolejny z powodzeniem stawali na najwyższym stopniu podium.  Nadeszła Niedziela a z nią mój występ pierwszy występ na tak dużej imprezie. Na samym początku zjadła mnie trema co było widać na pierwszym boju jakim były siady ze sztangą, o które się nie baliśmy. „Zabiło” mnie 170 kg chodź na treningu wstawałem z 200 kg. Dwa pierwsze podejścia zawaliłem, nie skupiłem się na boju, lecz na sędziach. Ostatnie decydujące podejście pełne skupienie, podszedłem do sztangi zrobiłem to co miałem zrobić ale niestety popełniłem błąd każdego ” świeżaka ” nie poczekałem na komendę, która pozwoliłaby mi odłożyć sztangę i czar prysł. Ale dzięki trenerowi i moim kompanom ukończyłem zawody poprawiając rekord w martwym ciągu.  Co nas nie zabije to wzmocni, teraz przygotowania do kolejnych zawodów. Na dole krótki filmik z zawodów.